𝓀𝑜𝓂𝓅𝓊𝓁𝓈𝒿𝑒

sobota, 2 lutego 2019

Long time no see, huh?

Odpowiedzi na Wasze niezwykle miłe komentarze znajdziecie na końcu notki.

Dzień dobry, piękną mamy dziś pogodę, nieprawdaż?
Cóż za idealna aura, stanowi doskonałe tło do picia gorzkiej herbaty i spokojnego grzebania resztek mojej wątpliwej dojrzałości emocjonalnej. Któż by się spodziewał, że lokalny cukiereczek jednak postanowi znów popełnić jakąś głupotę, która niebawem odejdzie w niepamięć i będzie można rozpocząć cały cykl od początku?



Ważna rzecz, zanim jeszcze zacznę ględzić - serdecznie zapraszam każdego, kto tylko jest zainteresowany, na serwer poświęcony figurkom. Chciałabym aby ta forma komunikowania się zintegrowała kolekcjonerów bardziej niż (swoją drogą, lekko martwa) sekcja komentarzy.
Jak do nas dołączyć? To bardzo proste, po prostu kliknijcie w ikonę.


Zastanawialiście się może kiedyś co to znaczy być na coś za starym
Bardzo dobrze, ja też jeszcze tego nie robiłam. Proponuję abyśmy kiedyś przemyśleli to wspólnie, ale czuję, że to jeszcze nie ta chwila. Gdzież moje maniery, przecież znacznie przyjemniej czyta się czyjeś świeżo spisywane myśli, kiedy się go zna! Tyle, że nie. Sama bardzo chętnie dowiedziałabym się kim teraz jestem. Mogę Wam jednak nieco przybliżyć moją przeszłość ściśle związaną z blogosferą, jednak mam szczerą nadzieję, że nikt nie będzie wracał pamięcią do mojej wesołej twórczości z lat 2015 i 2016. Najpierw podpisywałam się jako (uwaga, zapnijcie pasy) Nilulaczeg, następnie - prawdopodobnie po krótkiej serii innych, mniej zapadających w pamięć pseudonimów - ewoluowałam do Candy. Tak oto, po długiej i bolesnej przeprawie stałam się kolejną wykreowaną przez moje wewnętrzne potrzeby postacią, która także odejdzie w zapomnienie.
Oczywiście, możecie zacząć regularnie podlewać Lunatyczkę w ogródku waszych myśli.
Wyobrażenia mają to do siebie, że przeważnie kiedy się nas uczepią,
trudno jest im zniknąć.

Koniec pierd🌺lenia. 
Wróćmy teraz myślami do tytułowych kompulsji, które w mojej codzienności istnieją jako realny problem. Nie mam jednak na celu dłuższego opisywania moich rzeczywistych przeszkód, a nieopanowaną skłonność do nieplanowanego kupowania figurek. Zawsze staje się to bardzo spontanicznie, a o dokonanym czynie (który powinien być karalny) szybko zaczynam myśleć w sposób dość negatywny. Jednak, koniec końców, kiedy kurier wręcza mi szczelnie owiniętą paczuszkę nie mogę opanować jakiejś dziwnie infantylnej radości. Tak oto zamieszkało ze mną pięć plastikowych mordek, w tym trzy kosztowały mnie tylko i aż 5 złotych za sztukę! Notkę postanowiłam jednak poświęcić dwóm, szczególnie dla mnie ważnym.

Pierwszą z nich jest moja wyczekana i wymarzona collie #1194. Niechętnie przedstawiła mi się jako Parsley, co jest paskudnie nieadekwatnym do jej charakteru i zainteresowań imieniem.
Myślę, że przez bloga przewinie się ona jeszcze niejeden raz i doskonale zrozumiecie, co miałam na myśli. Jestem pewna, że gdyby astronomia była religią, Parsley byłaby główną kapłanką w jej świątyni.




Całkiem uroczo wygląda, prawda?


Nie mogłam się opanować i panienka ma znacznie więcej fotek, niż kawaler, ale hej! Ważne, że w ogóle załapał się na jakieś. Oto Chives, dog niemiecki #1519. Bardzo nieśmiało spytał, czy może pozować ze swoją gitarą, na co chętnie przystałam. Zdążyłam zauważyć, że jest bardzo zamknięty w sobie, więc kiedy chciał bym przestała robić mu zdjęcia, zgodziłam się.



To już wszystkie zdjęcia na dziś. Nie byłabym sobą, gdybym nie odpisała na wszystkie komentarze, więc jeśli chcecie, możecie tu jeszcze na chwilkę zostać.


Bardzo dziękuję za bardzo ciepły (pierwszy na blogu) komentarz! ❤️
Mam nadzieję, że już zagrzałaś sobie miejsce na blogu, niezrażona moją pseudo-twórczością - jeśli tak, będzie mi bardzo miło Cię tu gościć.

Blog nowy, ale za to autorka odrobinkę starsza - mam cichą nadzieję, że nie przypominasz sobie jego wcześniejszych, popisowych i nieco nieudolnych odsłon. Kwestia wieku - ustaliłam już w wyżej, że przecież nikt się nad nim wcześniej nie zastanawiał, prawda? Miło mi, że trzy realne osoby są tu ze mną zanim ta przygoda na dobre się zacznie! 💮



Cieszę się, że kogoś zaciekawił mój pseudo-twórczy wstęp! Teraz, aby skrócić czas oczekiwania, będę musiała skończyć pisać i nareszcie opublikować ten post.

Tak więc, żegnam się z Wami! Mam nadzieję, że porozmawiamy dłużej na Discordzie, bo nie zapowiada się na razie na następny post. Liczę na to, że jednak uda mi się coś pstryknąć w następnym tygodniu.
Do zobaczenia! ❤️

💮

2 komentarze:

  1. Wiem, że to już pisałam, ale kocham to rozmazane tło na zdjęciach.
    Słodkie mają imiona te zwierzaki, w sumie ciekawy pomysł z nazwaniem ich po... ziołach? Czym właściwie są pietruszka i szczypiorek? ;_;
    I nie, Parsley nie wygląda całkiem uroczo, wygląda BARDZO uroczo. Zwłaszcza z tą kokardką. Nie zbieram już collie, bo szkoda mi pieniędzy na nie, ale jak patrzę na tę jej mordkę, to mi się znowu zachciewa.
    "Zdążyłam zauważyć, że jest bardzo zamknięty w sobie, więc kiedy chciał bym przestała robić mu zdjęcia, zgodziłam się." ale to jest słodkie, jakoś strasznie mnie rozczula taka personifikacja figurek. Ja chyba o moich nigdy w taki sposób nie myślałam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam posta wczoraj, ale bałam się skomentować. Dlaczego? Byłam tak zmęczona, że szukałam telefonu, który miałam w ręce.
    Bardzo fajnie ujęłaś, chciałam napisać mimikę, ale tu niby chodzi o figurkę, 👅 Chivesa. Taki właśnie nieśmiały pysio, z drugiej strony z gitarą elektryczną :3 Introwertyk z drugim dnem.
    I nie znam twojej starej odsłony, bo jestem starym kolekcjonerem, ale młodym blogerem. Dobra, nie tak młodym bo prowadzę Studio Parapet nieprzerwanie czwarty rok, ale nie miałam żadnego za młodu. Nie wiem czy czytałaś u mnie posta o moim niedoszłym kanale na yt. Jeśli nie, to zachęcam, zapewniam kupę śmiechu. Byłam na szczęście na tyle rozważną czwartoklasistką, żeby tego nie publikować.

    OdpowiedzUsuń

Zdecydowałeś się coś tu skrobnąć? Dziękuję - każdy komentarz bardzo motywuje mnie do dalszej pracy. (´・ω・`)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia